Nie jadam w fast foodach, nie pijam gazowanych rzeczy, praktycznie nie jem również batonów typu mars, snickers itp. Nie ufam, co jest w środku, czy ktoś tam przypadkiem nie napluł i czy wszystko oby jest świeże (jeśli chodzi o fast food'y). Ale czasem ma się ochotę na coś innego... i dziś właśnie był ten dzień. Jestem uzależniona od piklów biedronkowych- naszej spiżarni. (zdjęcia powiększają się po kliknięciu).
Zwykły kotlet mielony, a na tyle sposobów można go jeść! Nuśka była zachwycona ogromem tej kanapki, którą postawiłam jej na stoliku przed nos.
Co potrzebujemy? Kto, co woli, ja dodaję:
- buła, najlepiej duża z sezamem,
- kilka listków sałaty,
- kilka plasterków pomidora,
- trochę papryki czerwonej,
- trochę papryki czerwonej,
- troszkę cebuli pokrojonej w "piórka",
- żółty ser (na jednego hamburgera 2 plastry),
- ketchup,
- sałatka, surówka- co lubimy,
Bułę rozkrajmy, układamy sałatę, pomidora, paprykę i cebulkę, na to kładziemy plaster sera. Na plaster sera gorącego kotleta i kolejny plaster sera (wtedy trochę się rozpuści i smakuje wybornie. Następnie ketchup i sałatkę/ surówkę :) Zamykamy (o ile się da zamknąć takową "kanapkę" i smacznego! :) (wersja dla Nuśki jest uboższa, gdyż najchętniej to zjadłaby kotleta zagryzając bułką, więc chciałam przemycić jej choć trochę witamin).





