Składniki:
4 białka o temp. pokojowej (ja miałam wcześniej rozmrożone),
3/4 szkl. cukru,
szczypta soli,
troszkę cukru waniliowego,
5 kropli soku z cytryny,
kropelka zapachu śmietankowego.
Wykonanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do ok. 80 stopni z termoobiegiem.
2. Ubijamy białka ze szczyptą soli na niskich obrotach.
3. Dodajemy stopniowo cukier i sok z cytryny, zapach i cukier waniliowy mieszając mikserem do momentu rozpuszczenia cukru.
4. Gdy piana jest już ubita i sztywna, tak aby nie wypływała z miski po obróceniu do góry dnem robimy łyżeczką bądź szprycą małe bezy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Im mniejsze bezy tym szybciej wysychają. Pieczemy je ok. 60min. Po upieczeniu wyłączamy piekarnik i zostawiamy bezy w środku do momentu wystygnięcia piekarnika.
Smacznego :)

Jaka niespodzianka! :) Lubię bezy, a Mąż i Teściowa przepadają za słodyczami o wiele bardziej niż ja, więc dziękuję za przypomnienie przepisu.
OdpowiedzUsuńPrzy okazji: Podczas ostatniej wycieczki zakaprysiła nam pogoda i wykorzystałam Twój sposób na rękawiczki, Nathalienn - w samochodzie mamy zestaw "na wszelki wypadek", w tym modne tutaj getry, które potraktowałam jak Ty swoje pasiaste podkolanówki. Twoje pomysłowe 2w1 okazało się bardzo praktyczne, dziękuję ;):))
Droga N. na zdrowie! (jeśli chodzi o moje 2w1) ważne żeby łapki i nadgarstki nie marzły :) co dla mnie jest czasem koszmarem :(
UsuńSmacznego życzę Tobie i Twoim domowym Łasuchom :) Ale mnie rozśmieszył Twój komentarz (chodzi mi o część wycieczki ;)) nigdy nie pomyślałabym, że taka rzecz może komuś pomóc w czasie zimna :) ale to akurat patent z trzymaniem rzeczy "na wszelki wypadek" :D
Oj, pamiętam, pisałaś o tym w komentarzu u mnie... Marznięcie było moim koszmarem przez długie lata, dobrze Cię więc rozumiem :* A getry w roli rękawiczek i mnie rozweseliły, podwójnie: wyglądały ładniej niż wiele oglądanych przeze mnie rękawiczko-zarękawków (czy jak to się nazywa) w modnych sklepach, no i przypominały mi Twoje, ponieważ też wielokolorowo-pasiaste :) Można powiedzieć, że wycieczka uratowana dzięki Tobie, Nathalienn :))) Pozdrawiam serdecznie!
OdpowiedzUsuńDroga N. to nie dzięki mnie uratowana wycieczka, ale dzięki Twoim pasiastym, ciepłym getrom, które udało się przerobić :) Tu raczej mojej zasługi nie ma... bo jak moja mama mi zaszywała te rękawki, aby się nie siepały i spytała z politowaniem i patrząc się na mnie jak na kretyna: "czy będę to nosić" odparłam, "że oczywiście, bo mają takie cudowne paski" odparła, że "będę wyglądać jak głupek i jakbym nie miała, co na siebie włożyć"... no cóż, nigdy nie mogłam się dogadać w 100% z moją mamą, a przez nią np. mam uraz do czerwonego koloru (wystarczyło raz, że powiedziała iż w czerwieni wyglądam jak wypuszczona z burdelu... teraz 100 osób możne mnie nawet przekonywać, ze tak nie jest, a ja i tak mam wątpliwości), ale abstrakcja rękawków... no cóż ludzie się patrzą i spoglądają z ukosa na te rękawki. Ale myślę sobie "to nie jest czerwień, nie jestem jak z burdelu, a przyjaciele zawsze mówili, że jestem oRYginalna" z akcentem na duże literki ;) P.S. pamiętaj o getro-rękawkach następnym razem :D
Usuń"Bardziej boli od języka niż od miecza" - tak mówi jedno z przysłów japońskich... Przykro mi z powodu Twoich doświadczeń, Nathalienn :** Cóż, niestety rozumiem Cię, ale wiesz co ^^, machnijmy ręką i - "głupki" wszystkich krajów łączmy się, haha ;))) Twoje rękawiczki-rękawki są super, ludzie z całą pewnością dlatego patrzą, ponieważ nie widzieli takich w sklepach, a chcieliby (czy raczej chciałyby) upolować dla siebie. Moje getro-rękawki też są super, a co! ;P;)) Buziaki!
Usuń